Lubicie siedzieć sami w domu? Ja tak! Oczywiście wiem, że nie wszyscy mogą sobie na ten luksus pozwolić, ale ja mogę. I Was również zachęcam do tego, bo czasem warto zostać sam na sam ze sobą

Są wakacje, jest ciepło, jest słonecznie. Zazwyczaj. Bo wszyscy wiemy jak to z tym latem w Polsce bywa. Często słyszę więc od znajomych, że trzeba korzystać z pogody póki jest. Jak dla mnie pogoda jest zawsze, bo ja lubię wszystkie pory roku. Argumenty, co do korzystania z uroków pogody są więc dla mnie mało przekonujące.

Lubię ludzi. Lubię być aktywna. Lubię spotkania na mieście. Lubię pracować (choć często pracuję z domu). A wreszcie lubię podróżować. Zwiedzać. Odkrywać. Jednak czasem czuję nieodpartą chęć nie wychodzenia z domu. Spędzania czasu z samą sobą! Albo prawie, bo czyż mogę być sama w towarzystwie dwóch kocurów? O ile można chwilowo „pozbyć się” z domu partnera, dzieci, współlokatorów, o tyle z niektórymi zwierzętami jest kłopot.

Dlaczego lubię siedzieć sama w domu? Oto moje, subiektywne, powody (mają one jednak poparcie psychologiczne):

Czas na zastanowienie się nad samą sobą

Bycie samemu w domu to doskonały czas na zastanawianie się nad samym sobą. Na odkrywanie czego chcę, jakie są moje wartości, co lubię a czego nie, etc. A jeżeli już wcześniej to wiedziałeś to czas na zrewidowanie tego w jakim momencie swojego życia jesteś. Czy to, co kiedyś o sobie wiedziałeś nadal jest aktualne, czy coś się jednak zmieniło?

Czas na relaks

Cokolwiek tym relaksem jest. Wiadomo – ile ludzi tyle sposobów. Moje niezawodne to: sen, medytacja, czytanie książek. Oglądanie filmów też jest dobre, ale żeby się zrelaksować wybieram raczej filmy z cyklu „odmóżdżacz” – proste i lekkie. Wszelkie dramaty psychologiczne i filmy obyczajowe, w których się lubuję, zostawiam na dni, kiedy szukam wysiłku intelektualnego, a nie relaksu.

Uważam, że drobna drzemka również nie jest zła. Leniuchowanie jest cudowne. A jeszcze cudowniejsza jest medytacja. Daje wytchnienie ciału, duchowi i umysłowi. Jak dla mnie najlepszy sposób na wyciszenie i nabranie dystansu do otaczającego mnie świata, rzeczywistości, obowiązków, planów i przede wszystkim emocji. Więcej o medytacji napiszę wkrótce.

Czas na planowanie

Bycie samej w domu to dla mnie doskonały czas na planowanie. Mogą być to plany przez duże lub małe „P”. Plany na następne pięć lat, na następne pół roku czy też na następny dzień. Nieważne. Ważne, że bycie sam na sam z sobą daje Ci czas na zastanowienie się co chcesz w najbliższym czasie osiągnąć, do czego zmierzasz.

Czas na wizualizację

Wizualizacja to coś co uwielbiam. Choć wiele lat minęło zanim się do niej przekonałam. Około 10 lat temu kupiłam sobie niewinnie wyglądającą książeczkę na temat wizualizacji…. I nigdy jej nie przeczytałam. Chyba czas do niej powrócić i przy okazji stworzyć post dla Was o wizualizacji. Ostatecznie wizualizację (wraz z autohipnozą) odkryłam około 5 lat temu, a od około roku w miarę regularnie ją stosuję. Jak mówią specjaliści (a ja się z nimi zgadzam) wizualizowanie sobie zmian jakie chcesz w życiu wprowadzić bardzo ułatwia ich osiągnięcie.

Czas na pomysły

To, co często mi się zdarza jak dłużej przebywam sama ze sobą, z daleka od innych ludzi, to są pomysły. Mam taki typ umysłu, który nieustannie potrzebuje stymulacji (dlatego medytuję by go uspokoić). Szybko się nudzę. A jak się ponudzę to zaczynam kombinować, a kombinowanie prowadzi prosto do pomysłów. Pomysłów rozwiązania różnych problemów, pomysły na wpisy, pomysły nowych ćwiczeń i narzędzi do wykorzystania w mojej pracy jako psycholożka i psychoterapeutka. Czy też pomysłów jak przesunąć meble w mieszkaniu…. co też często czynię jak jestem sama ze sobą.

Macie podobnie?

To kiedy teraz zostaniecie same w domu?